2020-12-05
2020-12-18
Emilia Kolinko

„Nie, nie”. O Dziennikach wypraw 1938–1939 Juliusza Osterwy

Zacznę od pytania z obszaru praktyk edytorskich – pytania, które wprawdzie nie jest pytaniem wprowadzającym do lektury dzienników Juliusza Osterwy, ale które tę lekturę nawiedza od momentu, gdy tylko pojawia się w zakończeniu wstępu wydawców rękopisów, Andrzeja Kruczyńskiego i Wandy Świątkowskiej. Czy zapiski te miały prawo się ukazać? W ostatnim okresie życia, przebywając w szpitalu, artysta prosił, by wszystkie jego notatki i pisma zostały zniszczone. Na pytanie swojej teściowej Matyldy Sapieżyny, czy nie byłaby to szkoda, odpowiedział: „nie, nie”1.

Intencjonalnie piszę: nawiedza, chociaż nie chodzi mi o dosłowne wahanie, czy dzienniki te miały prawo się ukazać wbrew intencji autora, nie bardzo wierzę w jakąkolwiek ostateczną instancję w tej kwestii. Mam zresztą wrażenie, że zapiski Osterwy w ogóle nie zbliżają się do czegoś, co określilibyśmy granicą intymności, po której przekroczeniu z obserwatorów zamieniamy się w podglądaczy. Dlaczego więc towarzyszy edytorom poczucie niezręczności wobec prywatności reprezentowanej tak skromnie u Osterwy? A może to pytanie należy raczej do repertuaru kurtuazyjnych wahań, nieodłącznych dla wydawania jakichkolwiek prywatnych notatek, ale maskuje inny, znacznie bardziej złożony problem?

Projekt połączenia trzech osobnych zeszytów z zapiskami z podróży (prywatnej do Ceuty i dwóch służbowych po prowincjonalnych teatrach II RP) w jednym tomie – z dodatkiem Przygotowań [Redutowych], czyli regulaminów i dokumentów na czas letnich objazdów Reduty po Polsce – z jednej strony ma w sobie coś z naruszenia indywidualności pojedynczego dokumentu, który sam dla siebie stanowi pewną kompletność. Z drugiej strony takie zestawienie dzienników i tekstu, powstałych w podobnym, dość krótkim czasie i w podobnych okolicznościach, pozwala rozszczelnić coś, co – gdy czytamy tylko jeden wybrany rękopis – wydaje się jednowymiarowe czy jednoznaczeniowe. To w przypadku dzienników Osterwy ważne i cenne, gdyż forma jego notatek, tj. głównie lakoniczne równoważnikowe wyliczenia, czyni te teksty opornymi w lekturze i interpretacji, w mniejszym lub większym stopniu dla osterwologów i nieosterwologów. Dzięki spotkaniu czterech narracji znaczenia naświetlają się wzajemnie, z powodzeniem można by dołożyć kolejne zachowane papiery z tego samego okresu, listy bądź inne notatki. Widzimy też, jakim płynnym metamorfozom podlega autokreacja diarysty, zapośredniczona za sprawą odniesień do dwóch bohaterów literackich: Księcia Niezłomnego i Przełęckiego z komedii Uciekła mi przepióreczka Stefana Żeromskiego oraz późniejszego dramatu Powrót Przełęckiego Jerzego Zawieyskiego.

Pod względem tematycznym tom dzieli się na dwie części. Największa z nich obejmuje trzy dokumenty: dzienniki Objazd z Przepióreczką” (30 kwietnia – 6 lipca 1938) oraz Wyprawę z Powrotem Przełęckiego” (29 maja – 30 lipca 1939) i wspomniane Przygotowania, dokument przeznaczony do wewnętrznego obiegu, ukazujący Osterwę jednocześnie jako menedżera, pedagoga, spółdzielnika2. Letnie objazdy, zainaugurowane w 1924 roku, tym razem ze sztukami Stefana Żeromskiego i Jerzego Zawieyskiego obejmowały kilkadziesiąt miejscowości na terenie Podlasia, Mazowsza, Śląska, Lubelszczyzny, Wołynia i Polesia. Charakterystyczna dla tych podróży była forma przemieszczania się z miejsca na miejsce. Drugą sceną – poza tymi właściwymi scenami teatralnymi – na której rozgrywały się codzienne dyskusje i na której toczyło się tymczasowe, prowizoryczne życie prywatne, były wagony Reduty. W dziennikowych relacjach z życia pociągowego Osterwa pozostaje dość małomówny, zamieszczone w tomie sielankowe zdjęcia z objazdów Reduty dają wyobrażenie o energicznej, młodej i wesołej drużynie aktorskiej. Okazuje się za to niezwykle, anankistowsko3 wręcz – jak powie Świątkowska – drobiazgowy, jeśli idzie o pewną wizję tych podróży przedstawioną w Przygotowaniu. Dokument ten z dużą szczegółowością projektuje tryb życia i pracy uczestników, aktorów i pracowników technicznych, podczas objazdu: dzienny rozkład zajęć (posiłki, gimnastyka, występy, czas wolny), reklamy spektakli, czynności technicznych po wjeździe na stację kolejową, inwentarze sprzętów scenicznych, prywatnych i technicznych, zestawy lektur objazdowych (Wyspiański, Mickiewicz, Krasiński, Słowacki).

Przygotowania ukazujące pewną wizję funkcjonowania aktorskiej grupy z rzeczywistością pewnie tylko w jakimś zakresie były kompatybilne – chciałoby się dopytać, jak podczas objazdu realizowano np. zasadę zapisaną przez Osterwę: „W czasie pokazu – wszelkie sprawy osobiste, choćby najbardziej aktualne – muszą być uważane za obce do tego stopnia, że nie mogą wywoływać żadnego współczucia ani w ogóle reakcji” (s. 415). Własnych menedżersko-pedagogicznych projektów Osterwa nie konfrontuje w objazdowych dziennikach z codziennością wyprawy, a edytorzy nie dotykają tego aspektu w swoich esejach. Postulowana powściągliwość trybu życia i pracy ujawnia się w diariuszach w innej formie. Rozbrzmiewa bowiem nad nimi to zasłyszane w innym kontekście „nie, nie”, tu jakby w wymowie: „nie mówić za dużo”, być dla samego siebie surowym pedagogiem, dawać wrażenie zdystansowanego narratora-diarysty, maksymalnie umiarkowanego pod względem ujawnianych afektów, przynajmniej tutaj, w tej formie diarystycznego zapisu z wyprawy.

Zatrzymam się na chwilę przy myśli o diarystycznym gorsecie. Osterwa wykorzystuje w objazdowych dziennikach enumerację. W formie list spisywane są wydatki (te akurat w edycji zostały pominięte, ale widać je na zdjęciach wybranych stron rękopisów), w tej samej postaci rozmieszczane są w datowanych notatkach uwagi o pogodzie, wizytach towarzyskich i zawodowych, zwiedzanych miejscach. Autor wymienia zajęcia, listuje codzienne czynności. Obsesyjne wymienianie, wyliczanie daje wrażenie zagęszczenia, nadmiaru, spiętrzenia detalu. Podmiot piszący ogarnięty tą obsesją nie przestaje widzieć i słyszeć. Wydaje się sprawnym pedagogiem-organizatorem, wykonującym niestrudzenie swoje obowiązki. Nie nad wszystkim jednak jest w stanie zapanować, nawet jeśli dokładnie skryje się pod pedagogiczną i menedżerską sygnaturą diariuszy, nawet jeśli nie będzie konfrontował swoich oczekiwań z redutową codziennością.

Trzecią sceną i czwartą, po których poruszają się wszyscy uczestnicy tego wielomiesięcznego spektaklu, są brudne sale, ciasne garderoby, nieakustyczne sceny, teatry zapuszczone i zimne, brudne, zażydzone, „[p]rzebieralnie chlewy wilgotne”, duszne ciemnie, klitkowate przebieralnie. Wagony, w których przebywają chorujący członkowie zespołu, wagony, w których w czasie upału zostaje się przez kilka dni, wagony, w których latem lęgną się muchy. Publiczność jawi się wśród tej ciasnoty jako przedmiot kulturalnej, teatralnej i pedagogicznej tresury, którą Osterwa projektuje, przechadzając się po obskurnych teatralnych przestrzeniach, przemierzając odcinki między dworcami kolejowymi a prowincjonalnymi scenami, pisząc na stołku ustawionym pod kolejowym płotem.

Ciemne wydają się nie tylko obskurne i upalne wnętrzności teatralnych budynków. Z biegiem kolejnych tygodni lata 1939 ciemnieją również zapiski Osterwy. W niewidoczny dla nas sposób – gdzieś w obrębie całego archiwum-osterwineum dałoby się naświetlić z pewnością dobrze ten proces – z dziennika artysty wysuwają się raz za razem czarne antysemickie języczki. Dosięgają one mieszkańców sztetli, tak jak widzów dosięga wychowawczy bat Osterwy. W Nowogródku 23 lipca 1939 drażni go żydowski „szwargot”: „Obywatel polski musi władać językiem polskim. Jeżeli Żydzi nie chcą być Polakami wyznania mojżeszowego, to pragnąc należeć do państwa pol[skiego] muszą posługiwać się językiem wyłącznie polskim. Niezależnie od tego mogą się ze sobą porozumiewać po hebrajsku, ale żargon trzeba wytępić w Polsce, jak kołtun głowiasty” (s. 339).

Wymagający wychowawca wobec swoich aktorów i aktorek.

Antysemita.

Artysta odnoszący się z pogardą do tych, których posądza o odrzucanie sztuki, o brak doświadczeń zapośredniczonych przez sztukę.

Wymagający wychowawca wobec Żydów i Polaków. Tych pierwszych chce się pozbyć, a co najmniej uciszyć, tych drugich pragnie ukulturalnić przez artystyczną pracę u podstaw.

Ciekawym odwróceniem byłoby czytanie Dzienników wypraw od końca właśnie, od list aprowizacyjnych i regulaminowych, przez dzienniki objazdowe z 1938 i 1939, do zapisków rejsowych z 1939. Pierwszy dziennik, dziennik wyprawy do Ceuty, przypada na kilka wiosennych tygodni, od 6 do 30 kwietnia 1939 roku. 7 kwietnia Osterwa wraz z żoną Matyldą wyruszyli w podróż z Gdyni luksusowym statkiem rejsowym Piłsudski. Wydaje się, że uporządkowany tryb życia na Piłsudskim był tym, w czym Osterwa czuł się jak ryba w wodzie: „Życie na statku układa się jak książki na półce” (s. 39). Na statku odbywała się poranna gimnastyka, posiłki wydawano o tej samej porze, artysta był zagadywany („[n]ie z mojej inicjatywy”, s. 41) o Ceutę i Księcia Niezłomnego, czytał Podróż na Wschód Słowackiego. Patrzył wzrokiem bohaterów dramatu Calderona, pisał o tym, co widzi, językiem adaptacji autora Balladyny. I nasłuchiwał, przechadzając się po pokładzie, „nereid i ich ślubnych służebników” (s. 49), których pewnie poddałby kulturalnej tresurze, tak jak niejedną publiczność w prowincjonalnym teatrze podczas teatralnego objazdu, tak jak Żydów z Nowogródka czy Lidy. Cytat ze Słowackiego: „Patrzę na morze, na krańce, na fale (…)”, sprawia w tym trybie lektury à rebours wrażenie jakiegoś kardynalnego retorycznego nieporozumienia. Te słowa cytowane są nie przez romantycznego outsidera-artystę, ale przez spacerującą po zadbanym luksusowym wycieczkowcu złowieszczą inkarnację Przełęckiego z komedii Uciekła mi przepióreczka. Bohater Żeromskiego jest rzecz jasna ideowym alter ego Osterwy-artysty i Osterwy-diarysty, taką interpretację słusznie wywołuje Świątkowska, pisząc w kontekście pierwszego objazdu o pozytywistycznym z ducha projekcie regionalizmu Aleksandra Patkowskiego, pierwowzoru Przełęckiego. Ale zarazem to ten sam Osterwa-Przełęcki-Niezłomny na ostatniej karcie Przygotowania zanotuje: „Wojna / 1. wrześ[nia] [19]39 r.” (s. 447). Ten sam, który półtora miesiąca wcześniej, kiedy przebywał z Redutą w Lidzie, nasłuchiwał, patrzył dookoła: „Znów problem żydowski. Polska nie będzie Polską, jeśli tego problemu nie rozwiąże. Oni nam życie obrzydzą, jak pluskwy, jak wszy. Żołnierze starzy twierdzą, że najgorszym ich wrogiem na wojnie są wszy Żydzi nas rozłożą nie kulturą ducha ani pieniędzmi, ale ilością” (s. 343)4. Dokładnie tego samego dnia, 24 lipca, opracowywał również „regulaminy w objeździe” dla swojego zespołu.

Słyszę pogłos owego „nie, nie” Osterwy, nie jest to sprzeciw wyłącznie wobec trwałości archiwum osobistego. Owo „nie”, na przekór ustnemu testamentowi artysty, po ponad siedemdziesięciu latach odbija się od legendotwórczego kokonu biograficznego, w jakim tkwi Osterwa, a zarazem tę legendę zatruwa, żądli, mąci.

O autorce

Juliusz Osterwa: Dzienniki wypraw 1938–1939, redakcja Andrzej Kruczyński, Wanda Świątkowska, Muzeum Teatralne, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2020

  • 1. Edytorzy przytaczają wspomnienie z pamiętnika Matyldy Sapieżyny: My i nasze Siedliska, Kraków 2003, s. 707. Kolejne przywołania z dzienników podróży artysty podaję za recenzowanym wydaniem: Juliusz Osterwa, Dzienniki wypraw 1938–1939, redakcja: Andrzej Kruczyński, Wanda Świątkowska, Muzeum Teatralne, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2020.
  • 2. Zob. Izabela Zawadzka: Juliusz Osterwa – menadżer. Zarządzanie Redutą w kontekście teorii zarządzania humanistycznego, „Performer” 2014 nr 9 (27.11.2020). Badaczka wymienia dostrzeżone tożsamości między zasadami ruchu spółdzielczego a wizją Osterwy zarządzania Redutą: „Wśród cech charakterystycznych dla wszystkich spółdzielni wymienia się m.in.: dobrowolne współdziałanie, demokratyczny i niekapitalistyczny charakter, ład organizacyjny, charakter instytucji pogranicza (między przedsiębiorstwem a zrzeszeniem). Jest to organizacja, która gromadzi ludzi, zmagających się z podobnymi trudnościami ekonomicznymi w celu wspólnego rozwiązania problemu”.
  • 3. Za Psychopatiami Antoniego Kępińskiego autorka diagnozuje Osterwę jako anankastę, tj. osobę perfekcjonistyczną, nieelastyczną i nieotwartą, kontrolującą życie swoje i otoczenia, uwielbiającą „reguły, harmonogramy, inwentarze, rejestry” (s. 362).
  • 4. Zwraca również na to uwagę Rafał Węgrzyniak w tekście Osterwa i Żydzi, Teatrologia.info, z 14 października 2020, (27.11.2020): „Jednak Osterwa po prostu podzielał poglądy na kwestię żydowską Polaków w Dwudziestoleciu identyfikujących się z endecją, ale także z sanacją ciążącą w jej stronę po śmierci Józefa Piłsudskiego i powołaniu Obozu Zjednoczenia Narodowego, do którego Reduta zgłosiła akces w kwietniu 1937, w dwa miesiące po ogłoszeniu deklaracji ideologicznej ruchu. Oba te ugrupowania polityczne, przede wszystkim Narodowa Demokracja, ale w znacznym stopniu także ulegająca jej ideom sanacja, usiłowały wtedy rozwiązać problemy społeczne wynikające z istnienia w Polsce trzy milionowej mniejszości żydowskiej poprzez popieranie jej emigracji do Ziemi Izraela, Ameryki, a nawet Afryki”.