2019-11-20
2019-12-16
PERFORMER 18/2019 (proj. Barbara Kaczmarek)
Dariusz Kosiński

Czytanie – czynienie

Drugi numer „Performera”, publikowany w roku dwudziestej rocznicy śmierci Jerzego Grotowskiego, wyrasta ze skrzyżowania co najmniej dwóch przekonań. Jedno było wyrażane już wielokrotnie przy różnych okazjach, to drugie jest moim osobistym wyznaniem wiary.

Przekonanie pierwsze, zdecydowanie ważniejsze, dotyczy rangi i znaczenia tekstów Jerzego Grotowskiego oraz tych jego wystąpień, wypowiedzi i wykładów, które jako teksty nie zostały jeszcze opublikowane. Od lat słychać – powtarzane zarówno przez środowisko „strażników pamięci”, jak i ludzi odrzucających wszelkie pozycje wyznawcze, twierdzenie, że skoro praktyka Grotowskiego i jego przedstawienia przynależą do przeszłości i nie ma już możliwości bezpośredniego do nich dostępu (przekonanie co najmniej dyskusyjne, niemniej silne), to na pierwsze miejsce wysuwają się jego teksty. Mówiąc krótko: Grotowskiego trzeba przede wszystkim czytać.

Dorota Buchwald

Pustka i pragnienie

Spuścizna – jeśli coś nie pasuje i uwiera w myśleniu o dwudziestoletniej już nieobecności Jerzego Grotowskiego, to właśnie to słowo. Wyjątkowo nie pasuje – w moim odczuciu – jako określenie tego, co po Mistrzu zostało. Myślałam o tej nieadekwatności już w 2009 roku, błądząc po salach Zachęty po wystawie Performer, przygotowanej w dziesiątą rocznicę jego śmierci. Spuścizna, niby oczywista sprawa, zawsze przecież zostaje „coś”, szczególnie po osobie wyjątkowej, wybitnej: dzieła, przedmioty, dokumentacja pracy, pamiątki życia, miejsca naznaczone obecnością, wypowiedzi.

DZIAŁO SIĘ W INSTYTUCIE

Krzysztof Rutkowski

Człowiek zupełny. Grotowski czytany w domu wariatów

Paweł Passini, Tomasz Rodowicz

Utopia mistrzów

Monika Drożyńska, Dariusz Kosiński

Nie wiem, kim był Jerzy Grotowski

Dariusz Kosiński: Zacznijmy od przypomnienia okoliczności powstania pierwszej wersji haftu „Nie wiem kim był Grotowski”. Rozumiem, że była to reakcja na nieco absurdalny wywiad Anny Wendzikowskiej z Sigourney Weaver, w którym amerykańska aktorka zdziwiła się, że dziennikarka z Polski nie wie, kim był Grotowski. Sprawa stała się głośna, podniosły się liczne głosy oburzenia i drwiny z niedouczonej gwiazdy TVN. Rozumiem, że haft był Twoim komentarzem, także do swoistej eksplozji obłudy (w rzeczywistości mało kto wie, kim był Grotowski) oraz kulturalnej presji. Opowiedz proszę, skąd wziął się ten pomysł?

Monika Drożyńska: Od wielu lat w swojej pracy zajmuję się haftem ręcznym na tkaninie, którego używam jako narzędzia do zapisywania, przepisywania i pisania. Haftowanie traktuję jako pisanie nienormatywne. Okołonienormatywne pisanie to wandalizm, pisanie sprejem po murach, wycinanie nożem, scyzorykiem napisy na drzewie czy ławce. Pisanie normatywne należy do praktyki zdobywania i utrzymywania władzy, produkcji wiedzy i słyszalnego, powtarzanego dyskursu. Haftowanie sytuuje się dla mnie pomiędzy tymi dwoma porządkami. A może obok. Haftem pisze kobieta lub osoba queerowa. Haft pochodzi z rejonu sztuki ludowej, która nie weszła nigdy do kanonu sztuki. Haft o Grotowskim jest o niewiedzy, a niewiedza się nie liczy. Opowiada o emocjach, o ego.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury