2021-12-22
2021-12-22
Stefania Gardecka

Wspomnienie o Mieczysławie Janowskim (ur. 22 marca 1935 – zm. 25 września 2021)

Gdzie jesteście,
Staszku, Zbyszku, Ryśku, Grocie, Zygmuncie, Ludwiku,
Jędrzeju, Jacku, Małgosiu, Irko, i teraz Ty Mieciu.
Płaczę za Wami.

Za czasów Teatru Laboratorium nie spotykaliśmy się prywatnie, wyjątek stanowiły wyjazdy zagraniczne. W hotelu na śniadaniu, później po spektaklu, wszyscy już bardzo zmęczeni, wyczerpani. Każdy pokaz był dużym wysiłkiem dla aktorów, praca na sto procent możliwości, nowe miejsce, inny kraj, czasem kontynent, inna widownia. Perfekcja w każdym szczególe. Mnie także udzielała się ta atmosfera napięcia.

Prasowałam kostiumy do Księcia Niezłomnego. Na początku nie umiałam tego perfekcyjnie robić. Kłopot sprawiały mi szczególnie męskie koszule, musiałam je ciągle poprawiać. Togi po spektaklu były zawsze mokre od potu. Zbierałam je, a organizatorzy oddawali je do ręcznego prania, nie do pralni. Następnego dnia przygotowywałam je do przedstawienia. Rena ciągle zwracała mi uwagę, że jej toga jest źle uprasowana. Mietek nie zgłaszał uwag.

Mieczysław Janowski. Fot. Tobiasz Papuczys, z Archiwum Instytutu Grotowskiego

Dopiero za czasów Ośrodka Grotowskiego zaczęłam się spotykać z Mietkiem bardziej prywatnie. Organizowałam warsztaty teatralne, a po nich pokazy rejestracji filmowych spektakli, m.in. Księcia Niezłomnego. Poprosiłam go, aby po projekcji spotykał się ze stażystami. Dla nich to był zaszczyt – poznać aktora z Laboratorium, dla Mietka – radość z możliwości podzielenia się doświadczeniem pracy z Grotowskim. Miał duże poczucie humoru, lekkość i swadę w opowiadaniu.

W okresie istnienia Teatru Laboratorium nie pytałam aktorów o ich pracę. Nie było takiego zwyczaju – nie rozmawiało się o niej z osobami spoza ścisłego zespołu. Nie czułam zresztą wewnętrznej potrzeby, żeby o coś wypytywać. Widziałam przedstawienie, to mi wystarczało.

W latach dwutysięcznych, gdy zobaczyłam, że Mietek tak chętnie opowiada o swojej pracy, miałam odwagę zapytać, dlaczego odszedł z teatru. Mówił, że dotarł do takiego punktu, w którym wiedział, że już nic nowego, czego nie byłoby w poprzednich spektaklach, nie stworzy. Pracował wtedy nad Samuelem Zborowskim, który poprzez Ewangelie ewaluował w stronę Apocalypsis cum figuris (premiera 1968). Wspólnie z Grotowskim doszli do wniosku, że trzeba się rozstać. Grot zapytał go, co chciałby teraz robić – a zawsze mówił trzeba rozstawać się w różach. Mietek odparł, że chciałby pojechać do Paryża na dłużej. No i Grot wystarał się o stypendium, korzystając ze swoich znajomości (Jack Lang był wówczas ministrem kultury we Francji). I tak Mietek w ramach bezpłatnego urlopu wyjechał na stypendium rządu francuskiego, a po przyjeździe, w kwietniu 1970 roku, rozwiązał z Teatrem umowę o pracę. 13 grudnia 1970 w Nowym Jorku Grotowski ogłosił swój manifest, Święto, czyli odejście od teatru. Rozpoczął się okres parateatru.

Mietek zniknął mi z horyzontu. Pracował w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu w 1974 roku oraz w latach 1974–1976 w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu, później zobaczyłam go w polskich filmach wojennych, historycznych, gdzie grał często powstańców, żołnierzy, partyzantów, a także lekarza, oficera SS, kierowcę. Zagrał w ponad stu polskich filmach i serialach, m.in. w Kolumbach, Starej baśni, Konsulu, Stawce większej niż życie, Vabanku, Potopie, Ogniem i mieczem. Byłam zaskoczona – ujrzałam go w innym świetle. Z czasem został kierownikiem produkcji w serialach historycznych.

„Książę Niezłomny”. Od lewej: Mieczysław Janowski, Antoni Jahołkowski, Ryszard Cieślak, Maja Komorowska. Fot. Teatr Laboratorium, z Archiwum Instytutu Grotowskiego

W Roku Grotowskiego 2009 byliśmy razem w Nowym Jorku. Pamiętam, że po przyjeździe do NY, ze względu na różnicę czasu przez kilka dni wstawaliśmy o trzeciej nad ranem – wyspani, gotowi do działań, szliśmy na spacer po Manhattanie. Mieszkaliśmy u Stefanii Laster, znajomej Polki, niedaleko Uniwersytetu Nowojorskiego, gdzie odbywały się spotkania z współpracownikami Grotowskiego, warsztaty Reny Mireckiej z asystentem z Indii Anantem Vidhaatem oraz wystawa zdjęć Ryszarda Cieślaka autorstwa Andrzeja Paluchiewicza, aktora z Akropolis i fotografa. Pobyt w NY zaowocował kolejnymi zaproszeniami Mietka do Australii i ponownie do USA (na Columbia Univesity). Te podróże odbył już beze mnie. Razem gościliśmy kilka razy w Szwecji, na festiwalu teatralnym w Teatrze Albatross, prowadzonym przez Roberta Jakobssona. Pamiętam jedną sytuację: pokazywałam film, a później odbywało się spotkanie z Mietkiem, który opowiadając o swej pracy przy Księciu i scenie z Cieślakiem (który już wtedy nie żył), nie mógł opanować wzruszenia, łzy płynęły mu z oczu. Musiał wyjść na chwilę. Opowiadał o scenie ze spektaklu, w której Książę roni jedną łzę, zawsze w tym samym momencie spływała mu tylko jedna, jedyna łza, nie dwie czy trzy. Taka precyzja wzbudzała podziw Mietka. Pytał Ryśka, jak on to robi, ale Rysiek tylko się uśmiechał zagadkowo i nic mu nie odpowiadał.

Wracaliśmy z Malmö do Katowic, czekaliśmy na swój samolot. Mietek poszedł do palarni znajdującej się w szklanej budce w holu lotniska, później zniknął mi z oczu. Siedzę sobie spokojnie przed dużą szybą z widokiem na lądujące samoloty i raptem za plecami słyszę rumor. Coś się dzieje: dzwonią alarmy, strażnicy umundurowani z bronią biegną do jakichś drzwi i znikają. Zastanawiam, co się stało, gdy raptem wyłania się dwóch strażników granicznych prowadzących w środku Miecia, chyba nawet w kajdankach. Oni z poważnymi minami, a on śmieje się do mnie z daleka. Potwierdzam jego tożsamość, (bo nie miał paszportu przy sobie), mówię im, kim jest i co tu robimy, pokazuję bilety, paszport. Sprawdzają. Napięcie spada. Mietek uwolniony… siada obok mnie. Okazało się, że zwiedzał sobie lotnisko, spacerował po terminalu i zauważył na ścianie narysowane schodki, zaciekawiony udał się w ich kierunku, zszedł po stopniach i był mocno zdziwiony, że napotkał zamknięte drzwi, które nie otwierały się, mimo jego energicznych szarpnięć. Za to uruchomiły się alarmy dźwiękowe, świetlne, obsługa zaczęła czegoś/kogoś szukać. Mietek stał oszołomiony. Widział, jak biegną ku niemu dwaj uzbrojeni strażnicy, zakładają mu kajdanki i prowadzą go do poczekalni, bo tłumaczył im, że tam ma paszport.

Najpewniej było to jakieś wewnętrzne przejście, tylko dla upoważnionych. Dlatego powstało całe to zamieszanie. Mietek całą sytuację potraktował jak scenę filmową – ciągle się śmiał, ja zresztą też. To był rok 2010, nie towarzyszył nam jeszcze taki strach przed aktami terroryzmu jak obecnie. A teraz, po jedenastu latach, zagarnęły Cię Mieciu wrota wieczności bezpowrotnie, nieodwracalnie i ostatecznie. I nie pożegnaliśmy się.

Oj na Tangier wysłał król –
Jaki ból! jaki ból!
Na podbicie wysłał świata
Don Fernanda, swego brata,
Posłał król! posłał król!
Aby zawojował Fez; –
Ile łez! ile łez!
Don Fernanda wysłał król –
Ile łez! jaki ból.
(Calderón de la Barca/Juliusz Słowacki: Książę Niezłomny, II 622–630)

O autorce