2021-12-22
2021-12-22
Katarzyna Woźniak

Stare Szczury i młode Myszy

Weekend zamknięcia Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Retroperspektywy 2021 „Spotkanie / Wspólnota / Święto”, Łódź, 20–29.08.2021

Można by uznać, że największą zasługą organizatorów tegorocznych festiwali in loco jest fakt, że mimo podsycanej przez mętne komunikaty różnych instytucji publicznych niepewności co do najbliższej przyszłości wydarzeń masowych, udaje im się doprowadzić imprezę do skutku i – co równie ważne – szczęśliwego końca. Mniejsza o program – chciałoby się powiedzieć – ważne, że na żywo, bo „prawdziwy” teatr możliwy jest tylko w spotkaniu widza i aktora w tym samym czasie i miejscu. Gospodarze łódzkich Retroperspektyw celebrują na każdym kroku nażywość: przyszłość nasza jest niepewna – zdają się mówić – spieszmy się zatem spotkać na żywo: tańczmy, śpiewajmy, świętujmy – bo nigdy nie wiadomo, jak długo przyjdzie nam cieszyć się przywilejem wolności. Programem weekendu zamknięcia organizatorzy rzucają zarazem wyzwanie nażywości, nie pozwalają zapomnieć o tym, że jeszcze przed chwilą nadrzędną zasadą organizacji wydarzeń teatralnych było odpowiednie zaplecze techniczne i wysoka jakość streamingu i być może właśnie technologia wyznacza nowe horyzonty – także w teatrze.

Spotkałam się z opiniami, że teatr, w oczekiwaniu na powrót do „normalności”, przespał w pandemii okazję, by wypłynąć na nieznane wody, zaryzykować, eksplorować nieznane, pozornie nieteatralne przestrzenie internetu. Trudno się z nimi nie zgodzić. Zdaje mi się, choć może się mylę, że nie wydarzyło się nic, co w sposób twórczy (sic!) przekroczyłoby dobrze znane eksperymenty Rimini Protokoll, Orizy Hirata i Hiroshiego Ishiguro czy Stelarca, którego wielokrotnie przywoływałam, choćby w 19. numerze „Performera”, w kontekście teatru pandemicznego. Organizatorzy Retroperspektyw starali się jednak przynajmniej kwestię ekspansji teatru na nowe, nieteatralne przestrzenie sproblematyzować, sygnalizując jednocześnie, że zostanie ona rozwinięta w przyszłym roku.

Trzon ostatniego weekendu festiwalu stanowiły spotkanie z Thomasem Richardsem i Anielą Gabryel oraz prezentacja fragmentów rejestracji filmowej spektaklu The Living Room w reżyserii Gabryel i pokaz pracy Open Friday Focused Research Team in Art as Vehicle Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards. Ucztą kompozycyjną i wzorcowym przykładem, jak umiejętnie przeplatać grę aktorską działaniami amatorów, by uniknąć śmieszności było przedstawienie Ja jestem pamięcią Gorlickiego Centrum Kultury / Odyseji Łemkowskiej. Spektakl Wojciecha Farugi zachwycał poetyckością obrazu i realizacją świateł. Odnalazłam w nim też coś pierwotnego i poruszającego: tęsknotę młodych aktorów za przekazem ustnym, spotkaniem z naocznymi świadkami zdarzenia, która właśnie w kontekście propozycji Workcenter układała się w bardzo ciekawy obraz. Zdawać by się bowiem mogło, że to po Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards moglibyśmy spodziewać się wezwania do spotkania twarzą w twarz. I tu chyba spotkało nas największe zaskoczenie Retroperspektyw – kto jeszcze nie miał okazji usłyszeć (na przykład rok wcześniej w Łodzi, w samym „oku pandemii”, podczas rozmowy online o teatrze zorganizowanej przez Teatr Chorea), że Richards ze zdziwieniem odkrył, iż wprawne oko Nauczyciela może dostrzec skuteczność pracy w Sztuce jako wehikule także w spotkaniu zapośredniczonym medialnie, musiał się zdziwić. W ciągu ostatniego roku Richards utwierdził się w swoim przekonaniu. Dziś możemy powiedzieć, że nastąpiła zmiana paradygmatu. Doszło do niej w miejscu nieoczywistym – w Workcenter, które zakorzenione jest w prostej prawdzie Grotowskiego, że teatr dzieje się tu i teraz, w spotkaniu aktora i widza. Workcenter to miejsce śmiałych eksperymentów i dlatego może takie, w którym zmiana paradygmatu nie powinna szokować. Thomas Richards mówi nam, że nie tylko teatr jest możliwy online; online możliwe jest także zdarzenie performatywne i spotkanie ze źródłami tradycji. Tę niebagatelną zmianę paradygmatu przeczuwał już Grotowski w Performerze, gdy istotę Sztuki jako wehikułu rozpoznawał na zdjęciu siedzącego na ławce Gurdżijewa, wycofał się z niej jednak pod wpływem krytyków.

Obrazki z ostatniego weekendu Retroperspektyw układają się we frapującą, bogato ilustrowaną opowieść o międzypokoleniowym przekazie – o młodzieży tęskniącej za spotkaniem tu i teraz ze świadkami przeszłości i o weteranach spotkań ze świadkami, którzy odkrywają, jak można by żyć i tworzyć, gdyby przestać traktować technologię jak zło konieczne.

W ten obrazek mogła się wpisać premiera Medytacji teatralnej nr 4 Krzysztofa Garbaczewskiego, Anastasii Vorobiovej i Tomasza Bazana. Jednak zderzenie możliwości ludzkiego ciała z ciałem wirtualnym, zasadzające się na dwóch momentach: choreografii nagich ciał tancerzy i powtórzenia sekwencji w rzeczywistości wirtualnej, wypadło słabo na tle innych propozycji weekendu, i to nie tylko dlatego, że sam pomysł był banalny, czy – jak określił to Tomasz Bazan – zaserwowano widzom „taki vintage VR” – ale również dlatego, że w kontekście dyskusji na temat przemocy i granic w teatrze, którą żyje od kilku miesięcy środowisko teatralne – performans był po prostu niesmaczny. Mogło być coś, bo temat granic ciała fizycznego i wirtualnego stanowił oś Medytacji, a wyszło, jak wyszło.

Na osobny akapit zasługują trzy intermezza muzyczne Retroperspektyw: wieczorny koncert czeskiego zespołu HarMálek Orchestr oraz koncert familijny Dzień dobry, Pinky Mouse! w brawurowym wykonaniu Teatru CHOREA, rozpisany na orkiestrę, chór emancypujących się myszy i gwiazdę (tytułowa Różowa Mysz), poruszający poważne tematy w rozmowie i zabawie z młodymi widzami w inteligentny i przystępny sposób. Niech mi nie ma za złe Dada von Bzdülöw, że także do intermezzów muzycznych zaliczę spektakl Koniec wielkiej wojny, który – dzięki brawurze artystów, świetnym żartom muzycznym Mikołaja Trzaski i Nagrobków oraz wspaniałej łódzkiej publiczności – zmienił się w najlepszy koncert, na jakim byłam w ostatnim czasie.

O autorce