2020-06-10
2020-06-10
Eugenio Barba

Odpowiedź Gregoriowi Amicuziemu 

Odpowiedź mojemu przyjacielowi, Gregoriowi Amicuziemu z Residui Teatro w Madrycie, napisana na prośbę o trzyminutowe nagranie z mojej „wyspy” z wiadomością na temat tego, jakie słowa są dzisiaj niezbędne; jaka jest rola teatru; do jakiej społeczności chcemy się zwracać, komu dodawać otuchy, kogo wspierać?


Holstebro, 27 kwietnia 2020

Drogi Gregorio,

w tej chwili nie mam żadnej wiadomości do przekazania, nie znajduję też słów otuchy. Czas zamilknąć i pozwolić, by ten błogosławiony stan przygotował nas na przyszłość, która będzie wymagała całej naszej nieostrożności, jak Federico García Lorca nazywał ziarno szaleństwa poety. Zastanawiam się, czy nie byłoby z korzyścią dla zdrowia teatru, by pandemia przerzedziła rośliny niezdolne do przetrwania. Nie powinniśmy zapominać o historii aktorów, którzy wytrwale walczyli z uprzedzeniami, władzą, ośmieszaniem, zarazą, a przede wszystkim z nędzą.

W Europie, która przez ostatnich siedemdziesiąt lat nie zaznała wojny, wykształciły się dziwne nawyki. W tym czasie, siłą bezwładności i z powodu kompromisów politycznych oficjalny lub uważany za artystycznie wartościowy teatr otrzymywał nagrody i subwencje. Ale ty i ja należymy do kultury Trzeciego Teatru1, kultury zespołów, kultury sierot poszukujących przodków, wydziedziczonych, którzy zapuszczają korzenie w niebie. Nie mamy nic wspólnego z kategoriami i realiami teatrów oficjalnych lub eksperymentalnych.

Przyzwyczailiśmy się żebrać, udawać wdzięczność za otrzymane okruchy i wierzyć, że jesteśmy ważni dla innych. Dobrze jednak wiemy, że prawdziwą i jedyną siłą teatru jest dzika potrzeba tych, którzy się nim zajmują, i jego uparte poddawanie się oswajaniu.

Być może pandemia jest darem od bogów i odpowiada przewrotowi, jakim fotografia była dla malarzy, a film dla ludzi teatru na początku XX wieku, który poskutkował odkryciem niewyobrażalnych wcześniej funkcji artystycznych i form ekspresji. Pandemia może być zwiastunem powrotu do pokory, esencji i wewnętrznego potencjału naszego zawodu.

Jestem pewien tylko jednego: przyszłość teatru to nie technologia, ale spotkanie dwóch rannych, samotnych i zbuntowanych osób. Energii czynnej i energii biernej.

Nie wybraliśmy teatru z przymusu. My, którymi kierowała potrzeba, musimy zakasać rękawy i zaorać ogród, którego nikt nie może nam odebrać. To tu rosną nieustannie nękające nas wątpliwości, głód wiedzy, duchy szepczące do ucha, pragnienie rygorystycznego przeżywania pozorów bycia wolnym, umiejętność znajdowania ludzi, dla których nasze działania będą bodźcem. Orać, dzień po dniu, wykraczając poza przyjęte kategorie i uznane kryteria. Nawet jeśli teatr, który robimy, jest krzykiem kastrowanego zwierzęcia czy charczeniem wisielca.

Ściskam Cię mocno i życzę powodzenia w pracy

Eugenio

Z języka włoskiego przełożyła Katarzyna Woźniak

O autorze