2011-03-27
2014-04-07
Jana Pilátová

Uroczystości i retro/per/spektywy. Rok Grotowskiego

Jana Pilátová: Oslavy a retro/per/spektivy. Rok Grotowského", „Divadelní revue” 2010 nr 3. Tekst, na potrzeby polskiej publikacji, został przez autorkę poprawiony i rozszerzony.

O uroczystościach

Nigdy nie było dla mnie bardziej oczywiste, że sens pracy Grotowskiego nie jest uniwersalny i niezmienny, jak wtedy gdy z Polką, Włoszką, Niemką, Szwedką i Angielką opowiadałam młodym Polakom, czego się od Grotowskiego nauczyłam i jak sobie z tym poradziłam w Czechach1. Zaskoczyło mnie, jak podobne problemy miałyśmy z transformacją doświadczenia w przekaz (podczas pisania, kręcenia filmu czy w pracy praktycznej), a przy tym jak różne przeszkody przezwyciężałyśmy (od walki z mitem do walki z obojętnością, od wymagań racjonalizacji do wymagań „strawności”), kiedy próbowałyśmy włączyć przekaz o Grotowskim do obiegu kulturowego swojego kraju. Jak gdyby był on indykatorem, ba, nawet katalizatorem kulturowego klimatu. Różnice w odbiorze Grotowskiego w różnych krajach interesowały już jego „świadka koronnego”, Zbigniewa Osińskiego. Podobnie nośne jest śledzenie różnic w linii ekspresji (w śpiewie, w tańcu, itd.), albo w podejściu kobiet i mężczyzn2. Ja szukam przekazu retro/per/spektyw w kontekście uroczystości i polskości.

Wiem, że Grotowski – na przykład podczas polsko-francuskiego kolokwium – bronił się przed debatą o uniwersalności czy o obecności polskiej nuty w swoim dziele: „To, co ludzkie, wszędzie znajduje analogie“. Nie starał się być uniwersalnym, nie spekulował, „jak być Polakiem”, bo po prostu nim był. Zwięźle odpowiedział na pytanie o „polskie tematy“: „my, my sami jesteśmy tematami polskimi, i ja, i każdy z mych kolegów“3. Ale są chwile, kiedy ta polska specyfika gra szczególną rolę; na przykład podczas uroczystości.

Polacy umieją świętować. Stosunek do ludzi i wydarzeń chętnie wyrażają wspólnie, z werwą i cieszą się z tego. Doświadczyłam tego podczas rozpoczęcia roku akademickiego (nie wiedząc, co czynię, obiecałam wygłosić wykład inauguracyjny na Akademii Teatralnej w Warszawie, gdzie zaskoczyła mnie uroczystość dostojniejsza niż nasze promocje), albo na Święto Zmarłych, kiedy cmentarze jaśnieją lampkami, a tłumy ludzi krążą z kwiatami i ożywiają Mickiewiczowskie Dziady. Świętowanie ma swój urok, ale niesie też ryzyko, i to nie tylko podczas wybuchów, jakie znamy ze stadionu. Także uroczystości ustrukturowane przez tradycję mogą być ryzykowne, pełne oczywistego, ale niemożliwego do uchwycenia przez logikę sensu i nieodgadniętej wagi działań. Kumulują élan do zajmowania pozycji wśród tworzących się formacji społecznych i politycznych… do solidarności i konfrontacji. Są polem walk o prestiż, popularność i inne społeczno-transakcyjne wartości. Dlatego też tak chętnie wykorzystują je kupcy i politycy, a także, na swój sposób, teatr.

Nasze hokejowe: „Kto nie skacze, nie jest Czechem!“ reprezentuje przeciętny wzór świątecznej performatywności. Polski talent do świętowania jest jednak zapleczem, o które mógł się oprzeć teatr polityczny. Teatr Ósmego Dnia stał się reprezentantem teatralnej kontrkultury roku 1970 po przedstawieniu Wprowadzenie do..., które powstało w związku z obchodami stulecia urodzin Lenina. Na studenckim festiwalu w Lublinie doszło do zderzenia „obowiązkowych” piętnastominutowych wypowiedzi na tematy leninowskie wszystkich zespołów z „nieobowiązkową“ wypowiedzią na ten temat. Konfrontacja Ósmek z „normalnymi“ kłamstwami uroczystości gorzko zdemaskowała najzwyklejszy konformizm. Według Lecha Raczaka ta spowiedź z codziennych grzechów była na tyle skuteczna, że zadecydowała o buntowniczej orientacji zespołu i o jego losie4. Inny rodzaj twórczego buntu stosowała Pomarańczowa Alternatywa (pomarańczowa – także w kontraście do czerwonej) w czasach, kiedy repertuar kontrkultury był już zróżnicowany, a reżim powoli wygasał. Jej zwolennicy we Wrocławiu w drugiej połowie lat osiemdziesiątych pod przewodnictwem Waldemara „Majora” Frydrycha obchodzili rocznice reżimu oraz zwykłe święta w stylu „socjalistycznego surrealizmu“, licząc się z ingerencją policji. Aresztowania setek krasnoludów, Świętych Mikołajów, diabłów i aniołów nie dało się zapomnieć, ani przez nich samych, ani przez policjantów, ani przez widzów. Wywrotowość tkwiła już w samej sytuacji, kiedy zamykani przestali aresztowanie traktować na poważnie, jako los. Uświadomili sobie, że gra, która się wokół nich toczy, nie jest tylko państwowa, ale także ich, i że mogą wygrać.

  • 1. Podczas projektu Archipelag Grotowskiego 2008–2009 w Gdańsku i Sopocie, który zorganizowali pedagodzy i społeczni innowatorzy – małżeństwo Chwastniewskich (nagrodzeni przez światową organizację Ashoka za twórcze zmiany w społeczeństwie). Rok Grotowskiego potraktowali oni w duchu kultury czynnej jako spotkanie z ludźmi, którzy od niego coś dostali, transformują to i przekazują dalej, dzięki czemu wzmacniają społeczną kreatywność i rozwój.
  • 2. Kanadyjka Virginie Magnat od trzech lat pracuje nad projektem Meetings with Remarkable Women: Interesują ją kobiety z różnych kultur i generacji, zainspirowane spotkaniem z Grotowskim, ich drogi twórcze i sposoby zastosowania tego doświadczenia (więcej na ten temat w tekście Virginie Magnat w tym numerze „Performera“). Dla projektów Archipelag i Meetings pracuje Stefania Gardecka, długoletnia współpracowniczka Teatru Laboratorium.
  • 3. Jerzy Grotowski: To święto stanie się możliwe. Zapis dyskusji z Royaumont, 1972; „Kultura” (Warszawa) 1972 nr 52, z 24 grudnia, s. 1.
  • 4. Zob. Juliusz Tyszka: Teatr Ósmego Dnia – pierwsze dziesięciolecie (1964–1973). W głównym nurcie przemian teatru studenckiego w Polsce i teatru poszukującego na świecie, Kontekst, Poznań 2003, s. 113–130.