Skarbnik
Nie ma wątpliwości: wraz ze śmiercią Brunona Chojaka odeszła legenda.
Każdy, komu na przełomie minionego i obecnego wieku zdarzyło się być w Ośrodku, a później Instytucie Grotowskiego we Wrocławiu (darujmy tu już sobie długaśne nazwy formalne) z pewnością pamięta tę niezwykłą postać. Wysoki, zwykle ubrany na czarno, z kontrastującą z tym strojem długą jasnosiwą brodą i takimiż włosami związanymi z tyłu wysokiej czaszki, pojawiał się Pan Bruno (tak o nim wszyscy mówili) jak jakiś czarodziej. Prawdziwy Gandalf, jak najdosłowniej i najorganiczniej wcielający niezwykłość świata, który reprezentował na co dzień, którego był strażnikiem – świata Grotowskiego. Był fizycznie obecną figurą jego niesamowitości.
Pamiętam jedno z pierwszych z nim spotkań. W grudniu roku 2001 (dokładnie między 7 a 9 grudnia) w Ośrodku odbywała się zaprogramowana przez Zbigniewa Osińskiego konferencja naukowa Dziady i/lub Dziady. Znakomita, dziś chyba niestety już niewyobrażalna, nie tylko dlatego, że części osób biorących w niej udział nie ma już wśród nas. Odbywała się na górze, w Sali Teatru Laboratorium, która dla bardzo wielu osób była nadal „Salą Apokalipsy”, przestrzenią niemal świętą i nietykalną. Na potrzeby konferencji przekształcił ją w sposób sobie tylko właściwy Jerzy Gurawski, tworząc środowisko o relacjach zupełnie odmiennych od tradycyjnych akademickich konwencji. Bo i wystąpienia, i cały przebieg tego wydarzenia były mocno niekonwencjonalne. Odmienny od zwyczajów środowiska był też sposób, w jaki regulowano tak podstawowy dla przebiegu sesji naukowych wymiar czasowy poszczególnych referatów. To właśnie była rola Pana Brunona. Gdy nadchodził wyznaczony w programie moment kończenia wystąpienia, wkraczał na salę – spokojny, gotycki, w czarnym ubraniu, z tą niesamowitą brodą. W ręku miał dzwonek, którym potrząsał i mówił „Czas pana/pani (tu nazwisko) minął”. Gdy powiedział to po raz pierwszy, przerywając profesor Zofii Stefanowskiej, widać było jak jedna z najwybitniejszych badaczek romantyzmu, niezwykle wrażliwa na takie znaki – zadrżała.
Dla bardzo wielu osób z zewnątrz był Bruno Chojak taką właśnie postacią – uosobieniem tajemnicy i niesamowitości, a czasem też i niedostępności, związanej z wszystkim, co dotyczyło Jerzego Grotowskiego i Teatru Laboratorium. Jednak ci, którzy odwiedzali prowadzone przez niego od roku 1992 Archiwum Ośrodka wiedzieli, że pod tą niemal demoniczną postacią kryje się człowiek ciepły, uczynny, życzliwy, kojarzący się już nie z czarodziejami, a raczej z krasnoludami. Tyle że w odróżnieniu od nich, Pan Bruno nie ukrywał chciwie skarbów, lecz dzielił się nimi, o ile tylko uznał, że dzielić się warto.
Jako takiego poznałem go najpierw w Krakowie, gdy przyjechał na moje zaproszenie i w sali nabitej osobami studenckimi pokazywał przywiezione przez siebie materiały filmowe. Odbierałem go z dworca i nie mogłem wyjść ze zdumienia, gdy po drodze na Uniwersytet zatrzymał się na Floriańskiej i dotykał odnowionych właśnie murów kamienic. „Bo ja z wykształcenia jestem konserwatorem zabytków” – wyjaśnił z jakimś zaskakująco nieśmiałym uśmiechem, gładząc z czułością ściany. Rzeczywiście, oprócz polonistyki studiował konserwację zabytków architektury i był związany z wrocławską Pracownią Konserwacji Panoramy Racławickiej oraz Pracownią Kamienia i Detalu Architektonicznego.
Jakby tego było mało, w czasie tej krakowskiej wizyty poznałem go też jako prawdziwego pasjonata filmu. Komentując przywiezione materiały, posługiwał się niezwykle sprawnie rozległą wiedzą filmoznawczą. Pokazywał także zmontowane przez siebie fragmenty Księcia Niezłomnego połączone tak, że oryginalnie oddzielone od siebie monologi Ryszarda Cieślaka układały się w jedną akcję organiczną.
Konserwacja zabytków i film były tylko dwoma z pasji i talentów Brunona Chojaka. Wiele lat później dowiedziałem się i przekonałem praktycznie o jego absolutnie pionierskiej pracy na rzecz historii teatru ukraińskiego. Przede wszystkim dorobku Łesia Kurbasa, którego był pierwszym polskim tłumaczem i propagatorem na wiele lat przed tym, zanim wiedza o tym niezwykłym artyście wyszła poza ukrainistyczną niszę. Jako tłumacz był niezwykle uważny i precyzyjny, chwilami wręcz pedantyczny, co czasem utrudniało prace redakcyjne, zawsze przebiegające pod presją czasu. Ale miał Pan Bruno swoje racje, dążąc z uporem do jak najdokładniejszego oddania myśli artysty, któremu z oddaniem służył.
Ta oddana służba odnosiła się jednak przede wszystkim do Jerzego Grotowskiego. Związał się z nim młody Bruno Chojak jako jeden z tych, którzy odpowiedzieli na Propozycję współpracy i jesienią roku 1970 zostali wybrani, by spotkać się z Grotowskim. Wprawdzie nie przeszedł dalszych etapów selekcji i nie wszedł do grupy parateatralnej, ale jak wiele młodych osób pozostał w kręgu Laboratorium. Po latach opowiedział o tym doświadczeniu w rozmowie z Kariną Janik (https://grotowski.net/performer/performer-17/ja-pana-widze-po-stronie-spontanicznej). Ja część tej historii usłyszałem od niego wcześniej, gdy spotykaliśmy się przez pewien czas niemal codziennie w trakcie moich pierwszych dłuższych kwerend w Archiwum Ośrodka w trakcie pisania Grotowskiego. Przewodnika. To wtedy poznałem jeszcze jeden talent Pana Brunona – talent opowiadacza. Siedzieliśmy we dwóch w archiwum, kierowanym już wtedy przez Adelę Karsznię. Ja przeglądałem kolejne teczki, które mi przynosił i pokazywał – on zazwyczaj siedział przed ekranem komputera, zajmując się digitalizacją materiałów czy też uzupełnianiem katalogu. W pewnym momencie zadawałem mu jakieś pytanie dotyczące tego, co przeglądałem – zdjęcia, dokumentu, notatki. I zaczynało się! Swoim tubalnym głosem, z elokwencją polonisty i stylem osoby przyzwyczajonej do kawiarnianych rozmów dawnych inteligentów Pan Bruno opowiadał historie znane mu w większości ze słyszenia, czasem ze słyszenia bezpośredniego („Grotowskim opowiadał nam, że…”), czasem z drugiej ręki. Część z nich przedstawiał jako świadectwa, a część z nich sam uznawał i jasno prezentował jako barwne fikcje, anegdoty wymyślone i powtarzane nie dlatego, że są nudną prawdą historyczną, ale dlatego, że chwytają to, co zwykle historiografii umyka, a stanowi istotę historii – ducha czasu. Tak właśnie usłyszałem od niego cudowną historię o Grotowskim i Flaszenie udających podróżujących pociągiem szatanów i przekonujących młodą współpasażerkę, by wysiadła w Kędzierzynie-Koźlu, bo pociąg za chwilę wypadnie z szyn. Do dziś słyszę jego dudniący, sam w sobie niemal mefistofeliczny śmiech, jakim kwitował tę opowieść. Od niego też jako pierwszego dowiedziałem się o melodramatycznej historii wielkiej rosyjskiej miłości Grotowskiego – pięknej Natalii czy Nastii, którą kochał w Moskwie i która tragicznie zginęła. Tę opowieść też uznawałem za fikcję, ale po latach powtórzył ją Teo Spychalski, a ja znalazłem w archiwum w Ossolineum zdjęcie młodego, zakochanego Jerzego przytulonego do pięknej dziewczyny…
Pan Bruno lubił opowiadać. Niektórzy mieli do niego pretensje, że mówi za dużo, w tym o sprawach i wydarzeniach, w których nie brał udziału, że może nawet przypisuje sobie role, jakich nie mógł odgrywać. Ci nie wiedzą jednak lub nie rozumieją, na czym polega sztuka opowiadania. To przecież kreacja historii, która staje się żywa nie dlatego, że ma związek z faktami, ale dlatego, że mówi coś, co fakty tak często zasłaniają. Nie ma znaczenia, czy Pan Bruno był świadkiem tego, o czym opowiadał – znaczenie ma, że stworzył opowieść żywą i zapamiętaną.
Jednak najważniejsza rola, w jakiej Bruno Chojak służył i zasłużył się Grotowskiemu przez wiele lat, to rola twórczego archiwisty. Nie był archiwistą zawodowym, a gdy przyszło mu z takimi współpracować, nie mógł się z nimi dogadać. Wszystkie przepisy, kategorie dokumentacji, konieczność „brakowania” materiałów uznawanych przez profesjonalistów za zbędne – to wszystko było mu obce, a nawet wrogie. Cenił każdy karteluszek, każdy „świstek”, bo wiedział, że co dziś wydawać się może śmieciem, jutro, przez kogoś, o kim nic nie wiemy, zostanie uznane za bezcenny dokument, klucz do zagadki, którą usiłuje rozwiązać. Twórczym archiwistą był też dlatego, że przez lata najdosłowniej tworzył archiwum Grotowskiego, spisując z nagrań wystąpienia, wywiady, a nawet scenariusze przedstawień (zapis ostatecznej wersji Akropolis to jego dzieło). Stworzył też liczne kalendaria, spisy publikacji i wystąpień, przez wiele lat drukowane w kolejnych publikacjach Ośrodka.
Służył wiedzy o Grotowskim, pomagając na wiele sposobów osobom zajmujących się badaniami nad jego życiem i sztuką, a także biografiami i dokonaniami jego współpracowników. Nieżyjący już też Zbigniew Osiński z pewnością przyznałby, że bez Brunona Chojaka jego fundamentalne prace o Grotowskim powstawałaby o wiele dłużej, a niektóre ich elementy może w ogóle by nie zaistniały. To samo mogłoby powiedzieć wiele innych osób, które w latach dziewięćdziesiątych i na początku nowego stulecia zajmowały się Teatrem Laboratorium i szerokim kręgiem tematów z nim związanych.
Ja też do nich należę. W Grotowskim. Przewodniku, dziękując Panu Brunonowi napisałem, że „był dla mnie życzliwym Skarbnikiem wiodącym przez archiwalne pokłady i zamieniającym dokumenty w pełne życia opowieści”. Jak wiadomo, Skarbnik to duch kopalń, przychylny ludziom w nich pracującym, ostrzegający przed niebezpieczeństwami, ale też pilnujący obowiązujących wszystkich zasad i karzący tych, którzy je łamią. Szczególnie nieprzyjemny bywał dla leniuchów i niedbalców, oraz dla tych, którzy złorzeczą temu, czego strzeże.
Pan Bruno był Skarbnikiem labiryntu kopalni zwanego Grotowski. Pomagał i ostrzegał, ale też potrafił być groźny, gdy uznał, że zasady zostały złamane (wiele osób pamięta zapewne jego gniewne wystąpienia po projekcjach Księcia Karola Radziszewskiego). Choć od kilku lat nie pracował już w Archiwum, kiedy staję przed drzwiami przy Przejściu Żelaźniczym i naciskam dzwonek, nieodmiennie czekam na jego tubalny głos zapraszający do środka. I naprawdę nie umiem sobie wyobrazić, że gdy wejdę, nie powita mnie strzelista postać z długą siwą brodą.
Zaprawdę: wraz ze śmiercią Brunona Chojaka odeszła legenda. Skończyły się czasy żyjącego mitu. Tylko czasem słychać stukanie i czuje się niewidzialną obecność Skarbnika.
- STRONA GŁÓWNA
- PERFORMER
- PERFORMER 1/2011
- PERFORMER 2/2011
- PERFORMER 3/2011
- PERFORMER 4/2012
- PERFORMER 5/2012
- PERFORMER 6/2013
- PERFORMER 7/2013
- PERFORMER 8/2014
- PERFORMER 9/2014
- PERFORMER 10/2015
- PERFORMER 11–12/2016
- PERFORMER 13/2017
- PERFORMER 14/2017
- PERFORMER 15/2018
- PERFORMER 16/2018
- PERFORMER 17/2019
- PERFORMER 18/2019
- PERFORMER 19/2020
- PERFORMER 20/2020
- PERFORMER 21/2021
- PERFORMER 22/2021
- PERFORMER 23/2022
- PERFORMER 24/2022
- PERFORMER 25/2023
- PERFORMER 26/2023
- PERFORMER 27/2024
- PERFORMER 28/2024
- PERFORMER 29/2025
- PERFORMER 30/2025
- PERFORMER 31/2026
- ENCYKLOPEDIA
- MEDIATEKA
- NARZĘDZIOWNIA
ISSN 2544-0896
Numery
- PERFORMER 1/2011
- PERFORMER 2/2011
- PERFORMER 3/2011
- PERFORMER 4/2012
- PERFORMER 5/2012
- PERFORMER 6/2013
- PERFORMER 7/2013
- PERFORMER 8/2014
- PERFORMER 9/2014
- PERFORMER 10/2015
- PERFORMER 11–12/2016
- PERFORMER 13/2017
- PERFORMER 14/2017
- PERFORMER 15/2018
- PERFORMER 16/2018
- PERFORMER 17/2019
- PERFORMER 18/2019
- PERFORMER 19/2020
- PERFORMER 20/2020
- PERFORMER 21/2021
- PERFORMER 22/2021
- PERFORMER 23/2022
- PERFORMER 24/2022
- PERFORMER 25/2023
- PERFORMER 26/2023
- PERFORMER 27/2024
- PERFORMER 28/2024
- PERFORMER 29/2025
- PERFORMER 30/2025
- PERFORMER 31/2026
- Wojciech Klimczyk Taniec wiedzy
OPOWIEŚCI ŹRÓDEŁ
- Dariusz Kosiński Skarbnik
PRZEWALCZYĆ MYŚLĄ
- Anna Bogdanowicz „Słowo coś zamyka”. Związki między ciałem a językiem w osobistym doświadczeniu twórców i twórczyń sztuk performatywnych
- Krzysztof Hliniak Badacz w heterotopijnym świecie tańca i dziedzictwa tanecznego
- Agata Chałupnik Przyjemność tekstu/tekst przyjemności. (Auto)etnografia „abrazo”
- Jadwiga Romanowska Obserwatorka – uczennica – gościni – klientka – koleżanka. Badaczka w szkole tańca flamenco: uwagi autoetnograficzne
- Anna Kamińska Poruszanie archiwum. Choreografia na nadgarstek, celuloid i spódnicę
- Andrzej Molenda, Zuzanna Kasprzyk-Molenda Nauka w ciele
- Natalia Kozakiewicz Ucieleśnione narracje, praktyki epistemiczne – kiedy ruch staje się wiedzą
- Alex Morgan Krzysztoń Transpłciowe aktorstwo – charakterystyka, wyzwania, perspektywy
SPOJRZENIA
- Mirosław Kocur Kamień
REAKCJE
- Karolina Graca Afirmacja błaznujących ciał
- Patrycja Wolska Taniec materii
- Katarzyna Kułakowska „Nie traciłam czasu”. Rzecz o metodzie Ewy Benesz w „Ostatniej lekcji”
- Zuzanna Kann-Skorupska Między rekonstrukcją a wytwarzaniem – boogie woogie i inne tańce swingowe jako praktyka negocjowania przeszłości
