2022-06-13
2022-06-20
Robert Rumas

Ruchomy romantyzm. Aktor Cypriana Norwida w Teatrze Narodowym – materiały

Wokół

Pisząc po latach o przedstawieniu, które miało premierę w 2012 roku, można je z pewnością świetnie zmitologizować, tym bardziej, że pamięć zaczyna zawodzić, a wyobraźnia nadal działa, więc nie ma czego weryfikować, bo zawodzi wszystkich.

Praca nad projektem scenografii do Aktora była moim scenograficznym debiutem w Teatrze Narodowym w Warszawie. Nie pamiętam, czy na rozmowę do dyrektora Jana Englerta zaproszono mnie przed wykonaniem projektu do spektaklu, czy wtedy, kiedy był on już gotowy. Był bardzo upalny czerwcowy dzień, mieszkałem w pokoju gościnnym jednej z rad adwokackich w Warszawie. Nie za bardzo jeszcze potrafiłem ocenić czas dojazdu do Teatru Narodowego, a aplikacja „Jak dojadę” jeszcze chyba nie funkcjonowała. Spóźniłem się. Pośpiech zaś sprawił, że moja wyjściowa koszula przestała być pachnąca i wyprasowana, a stała się mokra i przepocona. Zestresowany spóźnieniem i koszulą, gdy miałem się przedstawić, wypaliłem: „Jestem Robert Rumas – artysta, projektuję scenografię do Aktora w reżyserii Zadary, przyszedłem omówić warunki współpracy”. Dyrektor podaje mi rękę, drugą wskazuje krzesło. Siadam, ale widzę, że nie jest dobrze. Więc dodaję: „Spóźniłem się…”. Ale jeszcze nim zdążyłem przeprosić, przerwano mi wątek i musiałem wysłuchać dyrektorskiego pouczenia o tym, że najpierw trzeba być rzemieślnikiem, później bardzo dobrym rzemieślnikiem i wtedy dopiero można zasłużyć ewentualnie na miano artysty. Na nic zdały się tłumaczenia, że chciałem przedstawić się jako artysta wizualny, a nie scenograf, co – jak sądziłem pierwotnie – mogłoby być przydatne do negocjacji finansowych. Tak czy inaczej, opowiedziałem o projekcie, a skruszony całą sprawą „artysty” zaproponowaną stawkę przyjąłem bez negocjacji.

Na koniec usłyszałem: „A jak będzie Pan kupował te meble Art Deco, Pan pojedzie z Panem Dyrektorem Torończykiem – on zna komisy i zna się na Art Deco…”.

Premiera Aktora w Narodowym (4 lutego 2012) okazała się niekwestionowanym sukcesem, choć wydawać by się mogło nieraz, że aktorzy Wielkiej Sceny nie wierzyli Michałowi. W czasie przemówienia po premierze Dyrektor podziękował mi jako… artyście – widać zasłużyłem…

Miejsce

Druga scena Teatru Narodowego, kameralna Scena przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego jest salą bez stałego i wyraźnego podziału na scenę i widownię. Pierwotnie miała się tu mieścić kawiarnia muzyczna. Przestrzeń sceny osadzona jest na planie trójkąta. Pośrodku niej znajduje się okrągła zapadnia, która miała zapewne służyć specjalnym występom dancingowym…

Kawiarnia projektowana była jako dwupiętrowa, tak, by z balkonów można było patrzeć na parkiet. Do dzisiaj pozostały w sali betonowe elementy balustrad nieistniejących już balkonów. Ich owalne formy przypominały mi modernistyczną przedwojenną architekturę Gdyni. Formy te stanowiły dla mnie inspirację do projektu wnętrza willi pełnej dzieł sztuki.

Na metalowym ruszcie pod sufitem zamontowano na stałe aparaty oświetleniowe, głośniki i inne urządzenia, które tworzą oryginalny oddzielny „organizm” techniczny. Obecnie widownia jest zazwyczaj osadzona statycznie, na podestach pod jedną ze ścian, w zależności od projektu scenografii. Takie usytuowanie zakłada klasyczny podział na scenę i widownię.

Kawiarnia

W czasie, gdy przygotowywaliśmy inscenizację Aktora, pracowałem nad aranżacją wystaw stałych w Muzeum Narodowym w Warszawie za dyrekcji Agnieszki Morawińskiej. Z tego powodu spotykaliśmy się z Michałem Zadarą głównie w Warszawie. Po którejś wizycie na Scenie przy Wierzbowej poszliśmy porozmawiać do Antraktu – kawiarni, która wówczas znajdowała się w kompleksie Teatru Narodowego, w tylnej części gmachu wychodzącej na Plac Zwycięstwa.

W czasie, kiedy Michał tłumaczył zawiłości tekstu i próbował mi go „przetłumaczyć” z Norwidowskiego na współczesny, zdaliśmy sobie sprawę, że właśnie to, gdzie jesteśmy i co widzimy przez okna kawiarni, jest tym, czego szukamy dla naszego przedstawienia. Współistnienie kontrastujących ze sobą rzeczywistości – teatralnej kawiarni, która jest w Teatrze Narodowym, oraz biur biznesowych, nowobogackich sklepów, będących jednoznacznym pomnikiem kapitalistycznej rzeczywistości, stało się inspiracją dla całego spektaklu. Wydało nam się, że już w samych funkcjach miejsc, które występują w sztuce, jest zbieżność z tym, co widzimy. Rzeczywistość została steatralizowana i zarazem wykadrowana z większych całości. To w tym świecie, w tych fragmentach rzeczywistości spotykał się ze sobą świat sztuki i biznesu. Tu w zaklętych kręgach znaczeń toczyła się „giełda” ze swoimi hossami i bessami. Tu wreszcie spotykało się prywatne z publicznym. Antrakt – nieco archaiczna kawiarnia teatralna, funkcjonująca w liberalno-politycznej rzeczywistości stała się naszym biurem i pracownią, a w końcu jedną z lokacji, której fragment przenieśliśmy w skali 1:1 na scenę.

Scena

Tym, którzy nie pamiętają, przypomnę, że były to czasy, kiedy w kawiarniach paliło się papierosy. Antrakt był kawiarnią o bardzo specyficznej eklektycznej estetyce. Bliżej jej było do kawiarni krakowskich niż warszawskich. Wnętrze wyglądało tak, jakby ktoś próbował uporządkować teatralny magazyn z meblami i rekwizytami… Mieszało się tu wszystko ze wszystkim, a żółtym, konserwującym werniksem był dym papierosowy. Dopełnieniem atmosfery lekkiego zawieszenia był specyficzny szef ze specyficznym, niezapomnianym, humorystycznie lekko bezczelnym sposobem obsługiwania gości. O wyjątkowości tego miejsca przesądzali oczywiście klienci – tu „aktorem i widzem” mógł być na przemian każdy, oczywiście oprócz tych, którzy byli Aktorami Wielkiej Sceny…

Dlatego w naszym projekcie, widownię i widza-klienta umiejscowiliśmy w centrum sceny. Oczywistą inspiracją dla zaprojektowanej do spektaklu przestrzeni był niezrealizowany projekt Teatru Ruchomego Andrzeja Pronaszki i Stefana Bryły z roku 1934. Autorzy w centrum swojego teatru umieścili widownię na obrotówce, tak, aby w zależności od potrzeb dramaturgicznych, kręciła się wokół swojej osi. Pronaszko i Bryła chcieli uaktywnić widza, zmienić perspektywę jego widzenia i przeżywania, więc dosłownie, fizycznie nim poruszyli, ale i paradoksalnie wzięli go w „niewolę”.

Widownia stała się znaczącym elementem struktury wizualnej i zarazem metaforą upływającego czasu. Widz za pomocą machiny teatralnej mógł równolegle „podróżować” z akcją sceniczną i aktorami. W naszym wypadku zabieg umieszczenia widowni na obrotówce to ironiczna metafora koła fortuny, bo przecież sama sztuka Norwida to ironiczna, romantyczna komedia odmian losu. Uznaliśmy, że widzowi się to po prostu należy…, dlatego to ona (widownia) „komfortowo” wprawiana jest w ruch, jej się proponuje, o nią się dba – jej zapewnia się rozrywkę. Jakby się chciało powiedzieć: Klient nasz Pan. Aktorzy i obsługa do roboty.

Z listu do asystentki Agaty, 17 grudnia 2011

Cytuję ten list w całości jako dokument pracy, niejako z jej wnętrza ukazujący zasadnicze elementy projektu.

Agato,
Produkcja scenografii ruszyła.
Generalnie idea jest taka:
Sztuka dzieje się w trzech lokacjach zgodnie z treścią sztuki Norwida; reżyser przenosi akcję we współczesność.

Widownia – jest częścią scenografii, umieszczona na obrotówce, która podąża za akcją w trzech lokacjach umieszczonych w narożnikach sali kameralnej. Obrotówka jest specjalnie robiona (dyrektor inż. Łysik zbuduje ją według moich wytycznych, pokazałem mu projekt Pronaszki i Bryły – był zachwycony) – raczej nie ma z tym problemu poza tym, że budżet trzeszczy w szwach i nie wiem, czy stać będzie nas na mechanizm.

Lokacja Antrakt

To replika fragmentu rzeczywistej kawiarni w Teatrze Wielkim / Operze Narodowej – trochę będzie inaczej wyglądać na scenie niż w wizualizacjach, będzie rekonstruowany większy jej fragment: wykusz z oknem na Fostera i sąsiadująca z nim wnęka (Prezydencka) po lewej stronie.

Siedzę tam już od tygodnia, inwentaryzuję i na bieżąco rysuję rysunki wykonawcze na planie sali kameralnej, aby było co do centymetra, niestety nieraz muszę nagiąć, bo się nie mieści.

Acha! koniecznie potrzebny wiatrak złoty nad głównym stolikiem naszego Antraktu – są takie do kupienia i musi się kręcić, ale któryś elektryk z teatru powiedział, że chce flaszkę za jego powieszenie.

Skorupa wnętrza prawie gotowa, trwają w tej chwili prace nad zdobyciem wyposażenia tego fragmentu kawiarni. Staramy się wyszukać bardzo podobne.

Są znalezione prawie takie same stoły, dwa fotele, krzesła obijamy, parkiet będzie taki sam, reprodukcje zdjęć (m.in. akt Dymnej) zrobimy na ksero, ramki znajdzie się w magazynie, kinkiety są – każdy ma się włączać oddzielnie. Zdjęcie elewacji budynku Fostera zrobione – wielki light box zamówiony, ale problemy są z drobnymi przedmiotami, które trzeba wyszukać w Desach, sklepach z antykami, na targowiskach i na Allegro.

Lokacja Hotel Otwock Pod Jeleniem

Autor sztuki umiejscowił część akcji w hallu hotelu dworcowego w Otwocku – byłem tam parę dni temu – rzeczywiście był wspaniały dworzec, ale już go nie ma. Poza tym, tak jak mówiłem, w naszej wersji rzecz dzieje się teraz, więc zaaranżujemy hotel naszych czasów z transformacji ustrojowej (trochę PRL, trochę nowoczesnego kapitalizmu).

Zrobiony przeze mnie pierwotny projekt przestał się do końca podobać i reżyser marudzi, więc aby było łatwiej, zmieniliśmy nazwę hotelu, co idzie z treścią sztuki i tym, co się dzieje w dialogu. Ustaliliśmy, że to hotel po przejściach lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych z pozostałościami tych dekad. Reżyser twierdzi, że lepiej wyszukać jakiś autentyk i go powtórzyć, niż wymyślać, bo pewnych rzeczy się nie wymyśli. Szukałem więc w sieci, bo na chodzenie, aby zrobić zdjęcia, po pensjonatach, hotelach lub hostelach, nie mam czasu. W tym wnętrzu holu recepcji hotelowej musi być jakiś, lekko mówiąc, świr lub dziwadło i trzy zegary z błędami w pisowni miast.

Jest już mało czasu, stolarze coraz bardziej niecierpliwi – może jak będę z Michałem Zadarą rozmawiał w Warszawie, doprecyzujemy. Może w Gdańsku są gdzieś takie hotele, w takim, że tak powiem, specyficznym guście – trzeba tylko zrobić zdjęcie; zapytam jeszcze znajomych w Kielcach albo w Radomiu.

Lokacja willa

Inspiracją stało się wnętrze samej sali kameralnej, które nasunęło skojarzenia z wnętrzami willi modernistycznych oraz architektury modernistycznej w Gdyni. Willa jest generalnie cała w bieli, bardzo minimalna. Jedyne, co ją wypełnia, to dzieła sztuki, głównie obrazy, które za chwilę będą sprzedane, bo długi i kryzys na giełdzie.

W akcji sztuki willa pojawi się dwa razy: pierwszy raz z wypełniona obrazami (wtedy wnętrze willi przypominać ma trochę taki magazyn starych obrazów – mam reprodukcje z Muzeum Narodowego, bo robię tam aranżacje – trzeba Morawińską poprosić o zgodę na reprodukcję; musi być też ten najsławniejszy obraz Davida Hockneya ze skaczącym do basenu nagim chłopcem, Zadara wyczytał, że pojawił się na aukcji za kupę kasy – trzeba napisać list do fundacji Hockneya, żeby dali zgodę na reprodukcję za darmo).

Drugi raz willa pojawia się, gdy majątek zostaje wyprzedany za długi (obrazy i meble wyniesione profesjonalnie przez montażystów w białych rękawiczkach).

W tej chwili jest wybranych około szesnastu obrazów, które ślę. Jest niestety problem z prawami do reprodukcji i użycia w sztuce, jeżeli chodzi o zagraniczne muzea – chcą pieniądze i to niemałe, reżyserowi zależy na paru światowej sławy nazwiskach. Jednak duża część obrazów to obrazy z polskich muzeów.

O ile z Muzeum Narodowym w Warszawie raczej kłopotów nie będę miał, bo mają reprodukcje i ja je mam, to z innymi mogą być.

[…]

Będę się teraz z Michałem starał wybrać konkretne obrazy i ograniczyć ich liczbę, ale musi być ten Hockney.

Muszę podać wielkości obrazów, a to zależy też od ich liczby. Trzeba będzie zdobyć dobre zdjęcia do tego, aby je zreprodukować. Stolarze muszą zrobić ramy i blejtramy – czas goni, bo i z muzeami niełatwa współpraca.

Lokacja teatr

Na razie najmniej problemowa, bo bazujemy na samym teatrze – niczego nie budujemy. Scenę zrobimy tylko aktorami w kostiumach Hamletowych i statystami (przynajmniej na razie). Aktorzy w historycznych kostiumach teatralnych wchodzą na scenę wejściem do sali kameralnej. Obrotówka kręci się z widownią – akcja w teatrze dzieje się wokół kręcącej się obrotówki we wszystkich lokacjach – trochę taki taniec zwariowany…
Będę pisał i dzwonił na bieżąco
R

Awangarda

Skorzystanie z myśli awangardy teatralnej pozwalało na zrealizowanie przynajmniej części idei jej twórców. Spektakl niestety nigdy nigdzie nie pojechał, nie było pokazów wyjazdowych, więc nie był spektaklem podróżującym, a takim teatrem miał być w założeniu Teatr Ruchomy.

Poszczególne lokacje akcji umieściłem w narożnikach sali (u Pronaszki i Bryły teatr był na planie kwadratu, w naszym – na planie trójkąta). W tych lokacjach, niczym w przesuwającym się planie filmowym, pojawiają się i znikają bohaterowie sztuki, których część przywędrowała z Antraktu. Płynność „filmowych” obrazów teatralnych, podróż w czasie do przodu i do tyłu stała się faktem. Widz w odmiennych sceneriach i lokacjach płynnie i niczym kamerzysta podażą za akcją sztuki. Jest umieszczony w samym w centrum uwagi, a wszystko to dzieje się w teatrze… i dotyczy teatru, „Teatru Narodowego”.

Tak jak w wypadku Teatru Ruchomego Andrzej Pronaszko miał szczęście trafić na inżyniera Stefana Bryłę, tak ja miałem szczęście trafić na inżyniera Mirosława Łysika. Łysik zaprojektował z wielkim zaangażowaniem i precyzją cały mechanizm widowni umieszczonej na obrotówce. Opracował ustawienie i stabilizacje podestów oraz napęd samej obrotówki. Z braku finansów obrotówka poruszana była w spektaklu siłą mięśni pracowników technicznych Teatru Narodowego, co nabrało z czasem znaczenia symbolicznego.

 

O autorze